Irena Pacholewska-Urgacz

radca prawny

Jestem radcą prawnym od niemal 8 lat. Specjalizuję się w prawie pracy. Obecnie kancelarię prawną prowadzę w Katowicach...
[Więcej >>>]

Skontaktuj się

Michelle Obama - książkaNo właśnie. Dla większości Michelle Obama to pierwsza dama, żona byłego prezydenta USA. A kim Michelle jest tak naprawdę?

Właśnie skończyłam czytać jej biografię pt. Becoming. Prawidzwa historia. Niesamowicie mnie ta książka wciągnęła, czytałam ją po nocach i potem chodziłam jak zombie przez tydzień. Polecam Ci ją bardzo serdecznie. 

Dlaczego? 

Jak już pewnie wiesz, w ogóle uwielbiam historie silnych i inspirujących kobiet. A Michelle niewątpliwie jest bardzo silna i może inspirować wiele innych kobiet. Mądra, ambitna, wykształcona. A jednak ostatecznie sporo poświeciła dla kariery męża. Przez wiele lat brała na swoje barki ciężar żonglowania swoja karierą, opieką nad córkami i próbą realizacji siebie w tym wszystkim. Przez to wydała mi się bardzo bliska 😉 

Książka o Michelle Obamie zrobiła na mnie wrażenie również z innego powodu

Często myślę i piszę o tym, że kobiety mają według mnie trudniej. Historia ludzkości to historia patriarchatu. Do dzisiaj walczymy ze stereotypami, non-stop coś sobie i innym udowadniamy i wykazujemy się, a w ostatecznym rozrachunku często i tak lądujemy na gorszej pozycji niż mężczyźni. W swojej ocenie nie wychodziłam jednak poza nasze rodzime podwórko. Zawsze patrzyłam na sytuację nierówności z pozycji białej kobiety, wychowanej w bardzo jednorodnym społeczeństwie.

Dopiero historia Michelle uświadomiła mi z całą mocą, że być „tylko” kobietą to „pikuś”. Być kobietą i jednocześnie Afroamerykanką w społeczeństwie, którym żądzą mężczyźni i to biali, jest wielokrotnie trudniejsze. Michelle o rasizmie panującym w Stanach pisze bardzo odważnie. Nagle o wiele bardziej doceniłam te wszystkie możliwości, które ja miałam i które mają moje córki. Chociażby możliwość świetnej edukacji. Lub po prostu możliwość mieszkania w miarę bezpiecznym miejscu. 

Ale historia Michelle ma dla mnie jeszcze drugie dno

A mianowicie to, że Michelle skończyła prawo i rozpoczęła karierę w korporacji prawniczej. W pewnym momencie uznała jednak, że to nie to. Długo wahała się zanim podjęła decyzję o porzuceniu pierwotnie obranego kierunku, ale w końcu to zrobiła. Michelle tak pisze o pracy w korporacji prawniczej:

Ja po prostu nie znosiłam pracy prawnika. Nie nadawałam się do niej. Choć odnosiłam duże sukcesy, czułam się pusta. Przyznać się do tego, było bardzo trudno, zważywszy na to, ile starań włożyłam w moja karierę i jak wielkie miałam długi. Zaślepiona chęcią wykazania się i zrobienia wszystkiego jak najlepiej nie zauważyłam, że obrałam złą drogę. 

Wiesz co? Jak to przeczytałam, to pomyślałam o sobie. Ja też zaczynałam od dużych korporacji, wielkich transakcji. Przez wiele lat imponowały mi wielomilionowe deal’e i praca przy największych projektach. Byłam w stanie naprawdę dużo poświęcić dla takiej roboty. Do dziś pamiętam jak wyjście z pracy o godzinie 19 powodowało, że zastanawiałam się, co zrobić z wieczorem, bo przecież tak wcześnie 😉

Duuuużo czasu zajęło mi zrozumienie, że to nie moja bajka. Czułam się sfrustrowana, zmęczona, ale, no właśnie, przyznać się do tego nie było łatwo. W końcu pozwoliłam moim uczuciom dojść do głosu i zrozumiałam, że to poczucie, że naprawdę komuś pomogłam sprawia, że mam ochotę skakać pod sufit. Że właśnie wspieranie innych kobiet jest moją życiową misją. Że chcę jeść obiad przy stole, a nie przed komputerem. I że chcę widzieć moje dzieci nie tylko kiedy jeszcze albo już śpią. No i w końcu założyłam moje Law First 

Myślę, że dlatego ta książka tak mnie poruszyła. Zobaczyłam w niej historię kobiety zmagającej się z codziennymi wyzwaniami, z ocenami innych, ze skutkami wychowania, które wciąż nakazuje nam udowadniać, że zasługujemy i damy radę, a jednocześnie walczącej o prawdziwą siebie, próbującej odnaleźć swoją misję i powołanie. 

Daj znać, jeśli i Ty ją czytałaś. Chętnie poznam Twoje zdanie ☺ 

Dobrego tygodnia! 

Ps. Od przyszłego tygodnia wakacje. Ja również zamierzam odpocząć. Możliwe, że będzie mnie tutaj w okresie wakacyjnym trochę mniej (w końcu teraz sama sobie jestem szefem ;-)). Jednak zaglądaj, bo myślę, że pojawi się kilka wpisów w tonie bardziej wakacyjnym. Pierwszy z nich to temat urlopowy ☺ Także, stay tuned ☺ 

***

Poczytaj o innych moich kobiecych inspiracjach TUTAJ >>

Kontrola ZUS w ciąży

Dawno nie opisywałam Wam żadnej historii moich Klientek. Dlatego dzisiaj postanowiłam to zrobić, ponieważ myślę, że podobna sytuacja może spotkać wiele spośród Was. Ja z takimi przypadkami w mojej praktyce ostatnio spotykam się ostatnio dość często.

Jakiś czas temu zwróciła się do mnie z prośbą o wsparcie Klientka, która była w ciąży. Z powodu zagrożenia ciąży musiała leżeć i wobec tego była na zwolnieniu lekarskim. Klientka była zatrudniona na umowie o pracę, którą podpisała będąc już w ciąży.

Kontrola ZUS umowy o pracę kobiety w ciąży

ZUS wszczął postępowanie administracyjne w sprawie zasadności podlegania przez moją Klientkę ubezpieczeniom społecznym oraz ustalenia podstawy wymiaru składek z tytułu zatrudnienia.

Tak to brzmiało oficjalnie, a o co tak naprawdę chodziło? Ano o to, aby sprawdzić, czy umowa była zawarta faktycznie, czy być może jedynie dla pozoru, czyli wyłącznie w celu uzyskania (wyłudzenia) świadczeń z ZUS (a nie w celu świadczenia pracy) oraz czy aby moja Klientka nie zarabiała za dużo.

Sytuacja początkowo wyglądała na dość skomplikowaną

Dlaczego? Nie chcę ujawnić zbyt wielu szczegółów. Dlatego napiszę Wam jedynie, że było tak m.in. bo umowa została zawarta już w trakcie ciąży. Sytuacja taka zazwyczaj wygląda dla ZUS podejrzanie, pomimo, że przecież zgodnie z obowiązującymi przepisami pracodawca nie może nie zatrudnić kobiety z powodu ciąży, ani nawet jej o ciążę zapytać, bo byłby to przejaw dyskryminacji. Niestety ZUS patrzy na to inaczej i do umów o pracę zawartych w trakcie ciąży lub niedługo przed zajściem w ciążę podchodzi z wyjątkową nieufnością.

Za wysoka pensja

Co więcej, moja Klienta zarabiała znacznie więcej niż wynosi średnia krajowa. Co również zazwyczaj jest sprawą podejrzaną dla ZUS 😳

Były tez inne okoliczności sprawy, które wzbudziły podejrzenia ZUS.

Wyjaśnienia dla ZUS

W takich przypadkach koniecznie musisz wyjaśnić ZUS, że faktycznie pracowałaś!

Zgodnie z moimi wskazówkami, Klientka sporządziła stosowne wyjaśnienia dla ZUS. Opisała dokładnie, co robiła, w ramach umowy o pracę i przedstawiła na to konkretne dowody.

Po pewnym czasie dostałam od Niej e-mail z podziękowaniem za pomoc 😀 ZUS umorzył postępowanie i wypłacił wstrzymane świadczenia! 💪💪💪

Wniosek jest taki, że …

… w takich sytuacjach zawsze warto aktywnie działać i składać wyjaśnienia do ZUS, nie czekając na wydanie ostatecznej decyzji.

Dzięki temu ZUS być może umorzy postępowanie oraz wypłaci Ci wstrzymane świadczenia  👉 tak jak to było w sytuacji mojej Klientki. 

A jeśli nawet wyda negatywną decyzję, to odpowiednio przygotowane wyjaśnienia zwiększą szansę na Twoją wygraną w postępowaniu odwoławczym. 

Dla mnie natomiast taki e-mail z informacją, że moja pomoc przyniosła realny, dobry skutek dla mojej Klientki, to coś, co sprawia, że ta robota ma  sens!

Życzę Wam i sobie, abyśmy jak najczęściej odnajdywały poczucie sensu i satysfakcji ze wykonywanej pracy 😀  No i oczywiście życzę Wam pięknego, dobrego tygodnia! 🌸

***

Photo by Matheus Ferrero on Unsplash 

 

 

 

 

barbara kohlbrenner


Nie, dziś nie będzie o prawie. 😳😳😳 Będzie za to ciuchach.  Oczywiście DO PRACY 🙂

Jeśli zawsze wiesz, w co ubrać się na rozmowę kwalifikacyjną, do biura lub na spotkanie z klientem, masz idealnie skomponowaną bazę ubraniową, w Twojej szafie nie ma ciuchów za dużych lub za małych, do których zamierzasz schudnąć 😜  to absolutnie nie czytaj dalej.

Jeśli jednak choć raz stałaś rano przed szafą pełną ubrań i myślałaś, że nie wiesz w co się ubrać – brzmi znajomo ? – to ten wpis jest właśnie dla Ciebie 😀

Dzisiaj na blogu możesz przeczytać wywiad z…
Barbarą Kohlbrenner

Basia, jest doradcą wizerunkowym i coachem. Jak samo o sobie mówi, pomaga swoim klientom budować trwałą pewność siebie, wynikającą z tego, jak wyglądasz i jak czujesz się ze sobą. Jej zdaniem ubiór może być początkiem tej drogi albo jej zwieńczeniem, przysłowiową kropką nad i.

Myślę, że umiejętności Basi sięgają o wiele dalej – bo potrafi w nas dostrzec to, czego my same często w sobie nie widzimy. I nie chodzi mi tylko o wygląd, ale również a może przede wszystkim, nasze wnętrze 😀 Jeśli chcesz dowiedzieć się więcej o Basi Kohlbrenner to zajrzyj koniecznie TUTAJ.

Ja sama skorzystałam z porad Basi kilka lat temu. Po urodzeniu dzieci dawne ubrania sprzed ciąż już nie pasowały ani do mojej osobowości, ani potrzeb, ale trudno mi się było rozstać z częścią z nich. Pamietam, jak Basia spoglądając na jedną z moich spódnic, chyba jeszcze z czasów liceum, skwitowała: tej Pocahontas to już chyba podziękujemy 😂😂😂  Wtedy  ż tak do śmiechu mi nie było, bo Basia to klasa sama w sobie.

Niełatwo było przełamać się i pokazać jej wszystkie moje „skarby”. Koniec końców odważyłam się. A z perspektywy czasu widzę, jak bardzo mi to spotkanie wówczas pomogło. I nie to nie tylko w kwestii garderoby, ale w ogóle postrzegania siebie i budowania pewności siebie 😀 A z porad modowych Basi korzystam do dziś. Czyli  👉 „Pocahontas” w mojej szafie już nie znajdziesz! 😜

Jakiś czas temu pomyślałam, że również dla Ciebie porady Basi mogą okazać się przydatne. Spotkałyśmy się w Krakowie na miłej rozmowie i oto jej rezultat. Zapraszam Cię serdecznie do lektury.

Irena: Basiu, przeczytałam kiedyś na Twoim blogu artykuł o budowaniu wizerunku biznesowego pod intrygującym tytułem „Jak Cię widzą, tak Ci płacą”. Jak to jest z naszym strojem do pracy? Czy faktycznie możemy nim wpłynąć na sukces swojej kariery?

Barbara: Wizerunek to nasza osobista wizytówka. Jest to bezsprzeczny fakt i dobrze mieć tego pełną świadomość. Ma to szczególne znaczenie w kontaktach zawodowych, ponieważ wizerunek pokazuje nie tylko jacy jesteśmy, ale też jaki mamy stosunek do innych ludzi. Ubiorem wyrażamy akceptację i stosunek do siebie oraz szacunek do współpracowników i kontrahentów.

W badaniach przeprowadzonych przez Organizację Women Work 80% respondentów uważa, że makijaż, fryzura, paznokcie i ubiór mogą zmienić percepcję kobiety pod względem jej kompetencji i umiejętności wykonywania pracy. Możemy się przeciw temu buntować, ale wyobraźmy sobie sytuację, gdy w renomowanej firmie wita nas recepcjonistka, która jest ubraną w kusą mini, bluzkę z głębokim dekoltem, buty na 12 cm obcasie, ma doczepiane włosy, sztuczne rzęsy, różowy błyszczyk i kolorowe długie tipsy. Uff! Jak wówczas zmienia się percepcja nie tylko jej osoby, ale również całej firmy? Ja bym się zastanawiała, czy trafiłam pod właściwy adres, bo przecież pracownicy są wizytówką firmy.

I: No dobrze, ale z drugiej strony, czy jak się ubierzemy bardzo klasycznie, to nie będziemy wyglądać po prostu niemodnie i staroświecko?

B: Odpowiedni strój może wzmocnić nasz profesjonalizm, na pewno go nam nie ujmie. Będziemy po prostu traktowane jako osoby rzetelne, znające się na swoim fachu, jako, te, którym po prostu zależy. Podziwiam zadbane business women, które wiedzą jak podkreślać swoją kobiecość, tak by się jej nie pozbawiać, a jedynie nieco ją wyciszyć. Czyż nie milej słucha się osoby, która nie dość, że jest kompetentna, to jeszcze z przyjemnością się na nią patrzy?

„To prawdziwa sztuka tak przemawiać językiem ubioru, by być niewidocznym a zauważonym”. To jest najlepsza sentencja, dająca obraz tego jak używać ubioru.

Wiem, że niektóre osoby obawiają się, aby nie być postrzegane, jako przykładające zbyt dużą wagę do wyglądu w pracy. Dlatego umiar jest ważny, a wszelka ekstrawagancja i modowe eksperymenty dla osób, które lubią bawić się modą zalecane są po godz. 18 😀.

I: Czyli wracając do Twojego wpisu zatytułowanego „jak Cię widzą, tak Ci płacą” – chodzi o to, że odpowiedni strój do pracy może nam po prostu trochę pomóc w karierze.

B: Sam strój oczywiście nie wystarczy, aby zrobić tzw. karierę i odnieść sukces. Przede wszystkim chodzi o naszą wiedzę, zaangażowanie, pracowitość, doświadczenie. Strój może nam jednak pomóc, otworzyć nowe drzwi, zanim jeszcze zdążymy zaprezentować, co mamy do powiedzenia i zabłysnąć naszą elokwencją.

I: No dobrze, powiedziałyśmy już, że strój jest ważny. Ale czy w odniesieniu do kobiet istnieją jakieś powszechnie obowiązujące zasady ubierania się w pracy? Kiedy myślę o mężczyznach przychodzą mi do głowy dwa skrajne przykłady – albo biznesmen w eleganckim garniturze, albo właściciel start-up’a z brodą i w dżinsach. A jak jest z kobietami?

B: Są tzw. ogólne podziały na strój biznesowy formalny i bardziej codzienny tzw. business casual. To jeszcze należy odnieść do zasad przyjętych w firmie, do stanowiska, sytuacji. Inne zasady będą obowiązywać osoby zajmujące się obsługą klienta w instytucjach publicznych. Inne zasady będą dotyczyć pracowników IT, którzy w ogóle nie mają do czynienia z klientem zewnętrznym, jeszcze inne tzw. freelancerów.

Przykładowo, asystentka nie może być ubrana bardziej elegancko niż pani prezes. Osoby pracujące w branżach tzw. kreatywnych, jak reklama, moda, nie będą ubierać się bardzo formalnie wg.  sztywnych zasad business formal.

Wyobraźmy sobie sytuację. Wchodzisz do banku, w którym chcesz ulokować oszczędności swojego życia. Po prawej stronie witają Cię pracownicy elegancko i schludnie ubrani, w ciemnych ubraniach, jasnych koszulach. Po lewej ubrani swobodnie w jeansy, luźne, kolorowe t-shirty z nadrukami, w trampkach. W którą stronę się skierujesz? Z kim będziesz rozmawiać na temat swoich pieniędzy?

I: Pewnie poszłabym do tych w garniturach 😀 Ok, a czy możesz w takim razie powiedzieć na czym konkretnie polega strój biznesowy formalny i kiedy obowiązkowo powinnyśmy go stosować.

B: Strój biznesowy formalny czyli tzw. business formal to cały szereg zasad. Prowadzę na ten temat szkolenia i wykłady np. na Uniwersytecie Śląskim. Ujmując to dość skrótowo należy pamiętać, że umiar i minimalizm są tu bardzo wskazane.

W stroju business formal kluczowa jest marynarka, a właściwie całe zestawy marynarka + spodnie lub marynarka + spódnica. Oznacza to, że uszyte są z tego samego materiału. Tę formalność podkreśla jeszcze bluzka koszulowa, najlepiej gładka biała lub błękitna.

Stonowane kolory: biel, błękit, szary i granat stanowią magiczną czwórkę. Wykluczone są mocne, neonowe kolory, np.: żółty, pomarańcz, fiolet, zieleń trawiasta. Nieodpowiednie są też brązy, ponieważ kolory mają też pewną symbolikę, a brąz jest kojarzony z ubóstwem. Czarny, szczególnie dla panów może być noszony po 18-stej. Wyobrażasz sobie poważnego biznesmena, który przychodzi na spotkanie w porze lunchu w brązowym lub czarnym garniturze?

I: Czyli wygląda na to, że wielkiego pola manewru tutaj nie mamy … 😜 A czy możemy jakoś ożywić nasz strój?

B: Na pocieszenie dodam, że jest jeden mocny kolor, który buduje tzw. power look. Jest nim stosowana czerwień. Mężczyźni noszą czerwone krawaty, gdy chcą skupić uwagę odbiorców (np. często w debatach noszą go politycy).

I: Tak, masz rację, czerwony krawat to dość częsty widok w takich sytuacjach. No a co z kobietami? Co czerwonego my możemy nosić?

B: Kobiety mogą nosić krótkie czerwone paznokcie lub czerwoną szminkę lub czerwoną sukienkę. Oczywiście nie wszystko naraz.

I: 😀😀😀  Czy są jeszcze jakieś wytyczne?

B: Tak, mnóstwo 😀 Na przykład sukienki czy spódnice muszą mieć odpowiednią długość. Najlepiej +/- 5 cm za lub przed kolano. Wykluczone są spódnice mini i maxi, czyli tzw. złoty środek będzie się najlepiej sprawdzał.

I: A co z butami? Kilka miesięcy temu pisałam na blogu o tym, czy pracodawca w ogóle może narzucić wymóg noszenia butów na obcasie. Ale  jak to jest z punktu widzenia business formal?

B: Obcasy są wskazane w sytuacjach formalnych, ale nie wyższe niż 7 cm.  Oprócz tego, że kobieca sylwetka na obcasach prezentuje się korzystniej, to dodatkowo nasze ruchy nabierają gracji i sprężystości. Ale mowa ciała, to temat na osobny rozdział.

I: Basiu, a jakie są Twoje osobiste obserwacje? Czy business formal wciąż jest używany, czy jednak ustępuje mniej rygorystycznym zasadom?

B: Strój formalny jest coraz rzadziej noszony na co dzień. Ubierają go głównie osoby pracujące na wysokich stanowiskach w bankach, prawnicy, biznesmeni wyższego szczebla, pracownicy na konferencjach i targach branżowych. Ja coraz częściej obserwuję, że nawet w trakcie formalnych spotkań z klientem młodzi biznesmeni noszą się nieco swobodniej i preferują tzw. business casual.

I: A czy w business formal jest miejsce na indywidualizm? Ja pracowałam swojego czasu w dużej, międzynarodowej kancelarii i te wymogi dotyczące dress code mnie dość uwierały, np. zawsze musiałam mieć spięte włosy, nosić kostiumy. Co zrobić, jeżeli musimy dostosować się do dress codu, który opiera się na business formal, ale chcemy choć odrobinę wyrazić swoją osobowość.

B: Uważam, że na indywidualizm miejsce jest zawsze, choć z pozoru tak to nie wygląda.

Kostiumy, garsonki nie budzą dobrych skojarzeń i rodzą w nas opór, ponieważ z reguły nie lubimy być ograniczani. Normy są po to, aby je poznać i wiedzieć, kiedy możemy je elastycznie naciągać. To tak jak z przepisami ruchu drogowego. Trzeba je najpierw dokładnie poznać, zdać trudny egzamin. Początkowo jeździmy przepisowe 40km/h po mieście, ale z czasem stajemy się bardziej pewni siebie za kierownicą i przyspieszamy. Nie chodzi o to, aby jeździć 120 po mieście, czy wymuszać pierwszeństwo przejazdu, to byłoby karygodne.

Podobnie z ubiorem. Jeśli wiem co i kiedy jest dozwolone, wówczas mogę wychodzić bezpiecznie poza narzucone schematy. Można więc dodać delikatną biżuterię, np. oryginalny rodowy pierścionek albo broszkę, która będzie kojarzona tylko z Tobą. Nie musisz chodzić w sukienkach i spódnicach, jeśli lubisz spodnie. Nie rób nic wbrew sobie. Znajdź fason i styl, który Tobie pasuje. Zamiast klasycznych spodni wybierz cygaretki odsłaniające zgrabna kostkę lub spodnie z wysokim stanem podkreślające talię. Albo wybierz luźniejszą marynarkę, załóż ją z mocnym, skórzanym paskiem lub bez. Nie musisz nosić klasycznej, dopasowanej. Przecież sama marynarka ma tak wiele fasonów. Może mieć długie klapy, które dodatkowo wysmuklą całą sylwetkę albo być bardziej pudełkowa w stylu Coco Chanel. Może sięgać linii bioder albo mieć wydłużoną linię i kończyć się tuż za pośladkami.

Tak naprawdę trzeba najpierw poznać, jakie fasony są dla Ciebie odpowiednie. Wówczas gwarantuję, że nawet w ubiorze formalnym poczujesz się atrakcyjnie.

I: Jak można znaleźć to co, nam odpowiada? 

B: Weź przykład ze znanych kobiet. Na przykład Monika Olejnik– dziennikarka, ikona stylu. Wydawać by się mogło, że jej styl powinien być bardziej formalny, zrównoważony ponieważ codziennie przeprowadza rozmowy ze znanymi politykami, biznesmenami. Tymczasem jej styl wymyka się wszelkim schematom.

Michelle Obama – piękna, mądra, charyzmatyczna. Jako pierwsza dama nosiła częściej kolorowe sweterki i sukienki odsłaniające ramiona niż nudne garsonki.

Przyjrzyj się stylowi Brigitte Macron. Z jakim pazurem nosi marynarki i mimo wieku i sztywnego dyplomatycznego dress codu pokazuje zgrabne nogi.

Myślę, że ta świadomość przychodzi z wiekiem i doświadczeniem. Sama pamiętam czasy, kiedy pracując w korporacji ubierałam się zbyt dojrzale.

To co noszą wszyscy jest jak pieczątka. Własny styl jest jak podpis właściciela. Świadczy o pewności siebie i zdecydowaniu. To sygnał: Wiem czego w życiu chcę

I: Tak, to są świetne przykłady. Zresztą, uwielbiam styl Brigitte Macron i jej odwagę. W Polsce często jest krytykowana (niemal za wszystko), ale ja uwielbiam takie silne kobiety i uważam, że ona wygląda fantastycznie! Dobrze, wróćmy jeszcze do naszych wytycznych. A business casual? Na czym polega strój wg. tych wytycznych i kiedy można go stosować?

B: Business casual to najchętniej wybierany styl do pracy. To jest taka elegancja na luzie, ze szczyptą nonszalancji, która sprawia, że jesteśmy ubrani nie nazbyt elegancko, ale wystarczająco elegancko.

Planując ważne spotkanie, warto dowiedzieć się czy nasz rozmówca ubiera się bardzo formalnie czy też preferuje luźniejszy styl. I ten business casual to jest taki złoty środek. Wystarczy włożyć pod marynarkę zamiast bluzki koszulowej, gładki top, dobrej jakości t-shirt a nasz styl od razu stanie się bardziej swobodny. Można zrezygnować z marynarki. Wówczas kolorowa bluzka koszulowa, np. w kwiaty będzie zarówno stosowna, jak i elegancka.

Tu jest pole do większej kreatywności, ale musimy pamiętać, że ubieramy się do pracy. Nie mam mowy o świecących materiałach, cekinach, przeźroczystych bluzkach.

Ciemne jeansy+ top+ marynarka+ kolorowe szpilki to mój ulubiony zestaw na spotkania.

I: Ja też uwielbiam takie zestawy! Z uwagi na swój zawód zamiast jeansów noszę często chinosy. I coraz częściej buty na płaskim obcasie zamiast szpilek bo po drodze do biura zawożę lub odbieram dzieci. Bieganie za nimi w szpilkach to niezły wyczyn 😜 💪 Ewentualnie szpilki wożę w samochodzie 😀 Basiu, często słyszę również o casual Friday, czyli o dniu, w którym nawet jeśli w firmie na co dzień obowiązuje dress code, można ubrać się swobodnie. Jak daleko sięga ta swoboda? Czy tu również obowiązują jakieś zasady?

B: Swoboda sięga tak daleko, jak wysoka jest nasza kultura osobista. Jeśli szanujemy swojego pracodawcę i traktujemy poważnie naszą pracę, to nie przyjdziemy do firmy w podartych jeansach, japonkach czy bluzce na ramiączkach. Trzeba rozgraniczyć ubiór po pracy – na plażę, na piknik, na dyskotekę, czy na piwo z kumplami oraz ubiór do pracy. Mówimy tu cały czas o pracy w biurze, jakakolwiek byłaby to branża. Nawet jeśli ktoś pracuje na stacji paliw czy w Mc Donalds to też obowiązuje go specjalny ubiór określony przez pracodawcę. Wielu osobom takie ściśle określone normy pomagają, ponieważ nie muszą się codziennie zastanawiać w co się ubrać.

I: No dobrze, ale nie w każdej firmie mamy dress code. Czasami same prowadzimy biznes i tu również dress code’u nikt nam nie narzuca. Czy to znaczy, że obowiązuje tzw. wolna amerykanka i możemy chodzić do pracy w klapkach i poszarpanych dżinsach? 😀

B: Tak jak wspomniałam wcześniej. To nasza kultura osobista podpowiada nam, jak się ubrać. Pewne zasady i estetykę wynosimy z domu. Jeśli nie, to możemy się tego nauczyć. Trzeba tylko chcieć. Można oczywiście wszystko bagatelizować i ubierać się niechlujnie i byle jak. Tylko warto się zastanowić jaki komunikat wysyłamy o sobie. Nigdy nie wiesz, co się wydarzy w danym dniu, kogo spotkasz.

Jeśli ktoś prowadzi restaurację czy kwiaciarnię, wiadomo, że strój nie będzie stricte biznesowy. I tu jest ogromne pole do popisu, aby pokreślić swoją indywidualność i nie przebrać się za kogoś kim się nie jest.

I: A czy możesz wskazać takich 10 klasyków, które warto mieć w szafie, aby zawsze móc zbudować profesjonalny wizerunek.

B: Mam moje ulubione 10 klasyków, które zawsze mam w szafie. Są one po to, aby nie wpadać w panikę w co się ubrać do pracy, na uroczystą kolację czy na ważną konferencję, na której trzeba wygłosić prelekcję.

  1. Marynarka
  2. Ciemne spodnie
  3. Biała bluzka. Luźna, nie obcisła, wpuszczona w spodnie
  4. Gładki t-sthirt z dekoltem w serek
  5. Sukienka-najlepiej kopertowa lub szmizjerka z rękawem. Musi być uniwersalna, gładka, dopasowana do sylwetki. Nie może być obcisła. Dobrze, jeśli akcentuje talię, choćby drobnym paskiem
  6. Wełniany płaszcz
  7. Trench
  8. Szpilki
  9. Kozaki
  10. Brązowa torba skórzana średniej wielkości z mocnym dnem.

Ta baza powinna być dobrej jakości. Wówczas będziemy z niej korzystać przez kilka sezonów. Ja czuję się w nich zarówno atrakcyjnie, jak i profesjonalnie. Ubrania są po to, aby dodawały mocy i poczucia sprawczości.  Z szacunku do siebie warto nosić ubrania, które są ładne, zadbane, tak aby każda z nas patrząc w lustro pielęgnowała w sobie poczucie pięknej kobiety z klasą.

I: Świetnie Basiu. Bardzo serdecznie Ci dziękuję za rozmowę. Chyba zrobię przegląd swojej szafy, zobaczyć, jak się ma moja baza 😀

świadczenie rodzicielskie kosiniakoweLudzie listy piszą … a w zasadzie to nie listy, tylko komentarze i e-maile. I nie jacyś tam ludzie, tylko Wy – moje czytelniczki 😀.

Każdy taki kontakt z Waszej strony sprawia, że szerzej się uśmiecham 😃😃😃 Bo to znaczy, że czytacie mojego bloga .Ale, że tych Waszych wiadomości jest coraz więcej, to postanowiłam na część pytań odpowiadać w kolejnych wpisach. Tym sposobem ja mam pomysły na kolejne wpisy, a Wy otrzymujecie informacje, których poszukujecie.

I dzisiaj właśnie takie pierwszy wpis zainspirowany Waszymi pytaniami . A będzie o ….

… umowie o pracę na czas określony i ciąży

Widzę, że ten temat bardzo Was interesuje. Jedna z Was zapytała mnie ostatnio czy przysługują jej jakiekolwiek prawa, jeśli jest zatrudniona na umowie na czas określony i właśnie dowiedziała się, że jest w ciąży. Umowa kończy się w czerwcu, czyli przed upływem 3 miesiąca ciąży.

O tym, w jakich przypadkach umowa ulegnie przedłużeniu do dnia porodu pisałam już TUTAJ

Jeśli czytałaś tamten wpis, to wiesz, że umowa na czas określony lub okres próbny przedłuży się do dnia porodu, tylko jeśli została zawarta na okres przekraczający jeden miesiąc i ulegałaby rozwiązaniu po upływie trzeciego miesiąca ciąży. 

Jeżeli zatem Twoja umowa nie przekracza 1 miesiąca, albo, tak jak w przypadku mojej czytelniczki – ma się skończyć przed upływem 3 miesiąca ciąży, to nie będzie tu przedłużenia do dnia porodu. Umowa po prostu skończy się w terminie, na który umówiłaś się z pracodawcą.

Czy to znaczy, że zostajesz całkowicie bez środków do życia?

Skoro Twoja umowa nie ulega przedłużeniu do dnia porodu, to znaczy, że niestety nie masz również prawa do zasiłku macierzyńskiego. 

W takiej sytuacji przysługuje Ci natomiast świadczenie rodzicielskie czyli tzw. kosiniakowe.

Wysokość świadczenia rodzicielskiego

Świadczenie rodzicielskie przysługuje Ci w wysokości 1.000 zł miesięcznie, niezależnie od liczby wychowywanych dzieci.

Jest to kwota netto, czyli tyle dostaniesz na rękę. Jeżeli jednak jednocześnie otrzymujesz zasiłek dla bezrobotnych to kosiniakowe będzie stanowić różnicę pomiędzy wysokością zasiłku, a kwotą 1.000 zł.

Jak długo masz prawo do świadczenia?

Przy urodzeniu jednego dziecka przy jednym porodzie  możesz pobierać świadczenie przez 52 tygodnie, czyli rok. 

 

Jeśli urodzisz bliźniaki lub wieloraczki to świadczenie przysługuje Ci przez okres:

      • 65 tygodni – w przypadku urodzenia dwojga dzieci przy jednym porodzie
      • 67 tygodni – w przypadku urodzenia trojga dzieci przy jednym porodzi
      • 69 tygodni – w przypadku urodzenia czworga dzieci przy jednym porodzie,
      • 71 tygodni – w przypadku urodzenia pięciorga i więcej dzieci przy jednym porodzie

Kiedy nie dostaniesz świadczenia rodzicielskiego?

Przepisy wskazują szereg sytuacji, gdy jednak nie będziesz otrzymywać kosiniakowego. Będzie tak m.in. gdy tata dziecka będzie uprawniony do zasiłku macierzyńskiego za okres urlopu macierzyńskiego lub za okres urlopu rodzicielskiego.

Świadczenie rodzicielskie przyznawane jest na wniosek. Nie zapomnij go złożyć.

 

Test przedsiębiorcy

Irena Pacholewska-Urgacz13 maja 2019Komentarze (0)

test przedsiębiorcyTest przedsiębiorcy to ostatnio gorący temat 🔥 Dostaję o niego sporo pytań od moich Klientów. Dlatego jeśli prowadzisz jednoosobową działalność i współpracujesz z inną firmą na zasadzie B2B (czyli business to business) to czytaj dalej. Ten wpis jest dla Ciebie.

Test przedsiębiorcy

Być może słyszałaś o planach wprowadzenia tzw. „testu przedsiębiorcy”. Miał to być pewnego rodzaju sprawdzian. Według niego skarbówka miała weryfikować, czy jesteś „prawdziwym” przedsiębiorcą, czy jednak pracownikiem etatowym, ukrywającym się za zasłoną tzw. „samozatrudnienia”.

Skąd pomysł na test przedsiębiorcy?

Prowadzisz działalność i współpracujesz z inną firmą na zasadzie B2B? Zatem Ty i pracodawca odprowadzacie do budżetu państwa mniej pieniędzy, niż gdybyś pracowała na etacie. Po pierwsze, odprowadzane składki na ZUS są niższe niż w przypadku umowy o pracę. Po drugie, jeśli osiągasz wysokie dochody, to współpracując jako firma – płacisz również niższe podatki. Możesz je przecież płacić wg. stawki liniowej – 19 %. A w przypadku umowy o pracę po przekroczeniu w danym roku progu dochodów w wysokości 85.528 złotych nie masz żadnego wyboru i wpadasz w stawkę 32 %.

Oficjalne zapowiedzi kontra rzeczywistość

Zapowiedzi dotyczące testu przedsiębiorcy nie wskazywały, jakie kryteria należy przyjąć do oceny, kto jest, a kto nie jest prawdziwym przedsiębiorcą. Projekt wprowadzenia testu przedsiębiorcy spotkał się z protestami i oficjalnie rząd z niego zrezygnował. Ale chyba tylko oficjalnie, bo plany finansowe na lata 2019-2022 wskazują na coś innego. Wynika z nich, że państwo jednak będzie sprawdzać, czy składki na ZUS i podatki są zasadnie odprowadzane z tytułu prowadzenia działalności gospodarczej. I przewiduje konkretne wpływy do budżetu z tym związane. Co więcej, politycy podkreślają, że narzędzia do weryfikacji tego, czy ktoś jest przedsiębiorcą czy nie, już istnieją, i nic nie trzeba wprowadzać.

Co to może oznaczać dla Ciebie?

Trudno na razie jednoznacznie przesądzić. Konsekwencją uznania przez organy państwowe, że nie mamy do czynienia z umową B2B, tylko z umową o pracę może być jej „przekwalifikowanie” w etat. Pytanie jednak  czy takie przekwalifikowanie wiązałoby się z obowiązkiem zapłaty podatków i składek ZUS tylko na przyszłość, czy również wstecz. Aktualne przepisy to umożliwiają.

Sprawdź czy faktycznie jesteś przedsiębiorcą

Jak możesz stwierdzić, czy ryzyko związane z tzw. „testem przedsiębiorcy” może Ciebie dotyczyć? Z pomocą mogą przyjść dotychczas stosowane wytyczne. Pomagają one zweryfikować, czy mamy do czynienia ze współpracą na zasadach B2B, czy jednak z etatem.

Pamiętaj, że jedną z kluczowych cech umowy o pracę jest podporządkowanie pracodawcy. Czyli jeśli pracujesz we wskazanym miejscu np. od 8 do 16, podpisujesz listę obecności oraz po prostu wykonujesz polecenia swojego przełożonego, to Wasza współpraca z bardzo dużym prawdopodobieństwem zostanie uznana za pracę etatową. A nie za współpracę dwóch przedsiębiorców.

Na to, czy faktycznie prowadzisz działalność będzie również wskazywać to, czy to Ty ponosisz ryzyko gospodarcze prowadzonej działalności, czy odpowiadasz wobec innych osób za swoje działania, czy możesz zlecić komuś innemu wykonanie zadań. Daję Ci tu jedynie pewne wskazówki, bo elementów współpracy które są analizowane w indywidualnej sprawie jest wiele. Czasami wystarczy, że jeden jest na tyle istotny, że przesądza o kwalifikacji danej umowy jako umowy o pracę a nie umowie cywilnoprawnej.

Zwróć proszę uwagę, że sama nazwa umowy nie przesądza sprawy! Pamiętaj, że w razie kontroli, organy państwowe zweryfikują to, jak współpraca wyglądała w praktyce. Co nie znaczy, że umowa nie jest ważna. Warto oczywiście zadbać, by była prawidłowo skonstruowana.

Mam nadzieję, że wyjaśniłam Ci wątpliwości dotyczące współpracy na zasadach B2B i testu przedsiębiorcy. Zobaczymy, jak będą traktowani samozatrudnieni w najbliższym czasie.

Photo by Brooke Lark on Unsplash

A jeśli chcesz przeczytać moje inne wpisy na temat działalności gospodarczej to zajrzyj TUTAJ 🙂