Irena Pacholewska-Urgacz

radca prawny

Jestem radcą prawnym, specjalizuję się w prawie pracy. Propaguje wiedzę na temat prawnych aspektów kobiecej kariery i przedsiębiorczości. Piszę o inspirujących kobietach.
[Więcej >>>]

Sklep

Jacinda Ardern, inspirująca premier Nowej Zelandii

Irena Pacholewska-Urgacz13 listopada 2020Komentarze (0)

Nie wiem jak wy, ale ja uwielbiam śledzić życiorysy inspirujących mnie kobiet. Czytam ich biografie, czytam ich książki, obserwuję je na Instagramie.

Na początku historii tego bloga, co jakiś czas publikowałam wpisy o kobietach sukcesu. Od razu chcę zaznaczyć, że według mnie pojęcie sukcesu jest bardzo subiektywne i dla każdego będzie zapewne oznaczać co innego.

Najczęściej pisałam o kobietach, które są pionierkami w jakiejś dziedzinie. Które idą własną drogą, pomimo różnych przeciwności. Pozostają wierne sobie. Walczą o prawa innych kobiet. Które spełniają się w różnych życiowych rolach.

Walczą o niezależność swoją i innych kobiet. Te sprawy są dla mnie ważne i pewnie dlatego szukam ich również u innych kobiet 🙂

W natłoku tematów prawniczych w pewnym momencie porzuciłam jednak wątek inspirujących kobiet.  Ale niedawno pomyślałam, że mam wielką ochotę do niego wrócić.

Nigdy nie chciałam, aby KOBIETA W PRACY
była tylko „prawniczym sucharem” 😉

No i tyle się ostatnio w sprawach kobiet dzieje. A ponieważ ja pracuję głównie z kobietami i dla kobiet, więc chcę również o tych sprawach pisać.

W kontekście tego co dzieje się w Polsce, tego, że jesteśmy zmuszone walczyć o nasze prawa, ostatnio wielu z nas – kobietom – jest ciężko i trudno. Pisałam o tym na moim Instagramie.

Ale ja trochę wbrew temu, dziś chciałam jednak napisać o czymś bardziej pozytywnym. Może dlatego, że dziś jest piątek 13-go, za oknem jest szaro i ponuro, i sama potrzebuję w końcu jakichś pozytywów. Bo przecież pomimo wszystko, oprócz trudności, takie pozytywy są, prawda?

Jednym z nich jest na przykład wybór Kamali Harris na wiceprezydenta USA. Nie dość, że będzie pierwszą kobietą na tym stanowisku, to będzie pierwszą nie-białą kobietą. O Kamali zresztą na pewno kiedyś więcej napiszę.

A całkiem niedawno wybory w Nowej Zelandii wygrała również kobieta – Jacinda Ardern i po raz drugi została premierem.

I to o niej będzie dzisiejszy wpis.

 

Na instagramowy profil Jacindy trafiłam przypadkiem. Nowa Zelandia od dawna jest na mojej liście wymarzonych destynacji.

Szukając kolejnych informacji o tym kraju znalazłam między innymi właśnie Jacindę 😍

Od pierwszej chwili całkowicie urzekła mnie jej naturalność oraz otwartość. Z

obaczyłam na jej profilu relacje zarówno ze spotkań na szczeblu, jak i wyznania dotyczące karmienia dziecka buraczkami!

Gdy poczytałam o niej nieco więcej,  zobaczyłam, że Jacinda tak właśnie prezentuje się światu. Pokazuje siebie w każdej z roli, które pełni.

Na zgromadzenie ONZ z niemowlakiem

Pamiętacie zdjęcia ze Zgromadzenia Ogólnego ONZ, które w 2018 obiegły cały świat, a przedstawiające kobietę i 3 miesięcznego niemowlaka?

To właśnie była Jacinda i jej malutka córeczka. Premier Ardern karmiła wówczas piersią i po prostu zabrała swoje dziecko ze sobą na zgromadzenie ONZ.

Co ciekawe Jacinda jest dopiero drugą na świecie kobietą, która podczas pełnienia funkcji premiera urodziła dziecko.

Pierwszą była premier Pakistanu Benazir Bhutto. Jacinda po porodzie wzięła 6 tygodniowy urlop macierzyński, a po tym czasie wróciła do pełnienia obowiązków.

Od mormonki do liberalnej feministki

Ale premier Nowej Zelandii to nie tylko karmienie piersią i zupy z buraczków. Jako polityk Jacinda prezentuje centro-lewicowe poglądy.

Za jej rządów zwiększono w Nowej Zelandii pensję minimalną, wydłużono urlop macierzyński, wprowadzono dodatkowy urlop dla osób uciekających od przemocy domowej, zliberalizowano przepisy aborcyjne. Premier Ardern jest feministką, działa na rzecz ekologii, wspiera prawa osób LGBT. 

Jest to o tyle ciekawe, że Jacinda wychowywała się w rodzinie mormonów. W pewnym momencie swojego życia porzucił jednak religię. Aktualnie określa siebie jako agnostyczkę.

Ale czy jest tylko słodko? Nie. Oczywiście nie wszyscy zgadzają się z polityką premier Ardern. W swoim czasie spotkała ją krytyka między innymi z powodu liberalizacji przepisów aborcyjnych.

Komunikacja to podstawa

Patrząc jednak teraz na poziom zaufania Nowozelandczyków do swojej premier, chociażby w kontekście radzenia sobie z koronawirusem, widać, że pozycja Jacindy jest niezwykle mocna.

Premier Ardern zresztą nieustannie pracuje na dobrą relację ze społeczeństwem – jest wręcz mistrzynią komunikacji.

Czytając niedawny post na jej profilu instagramowym, w którym niesamowicie ciepło i motywująco przedstawia swój rząd (do którego nota bene zaprosiła również przedstawicieli opozycji, pomimo, że z uwagi na zdobytą przez siebie większość wcale nie musiała) pomyślałam, jak bardzo jest to odległe od naszej rzeczywistości.

Przykład idzie z góry

Ale to nie tylko o komunikację chodzi. Jacinda działa tak, że wręcz nie sposób jej się oprzeć. Idealny przykład to obniżka własnej pensji. Tak, tak, dobrze czytacie.

Jacinda, w związku z koronawirusem obniżyła sobie i członkom swojego rządu pensje o 20%, aby solidaryzować się z osobami, które z powodu covid znalazły się w kłopotach finansowych.

Zresztą Jacinda już wcześniej fantastycznie radziła sobie z poważnymi kryzysami. Kiedy w 2019 miał miejsce zamach terrorystyczny w Christchurch, w którym zginęło 50 osób, premier Ardern pokazała się jako niezwykle empatyczna ale zarazem zdecydowana i stanowcza osoba.

***

Czytając o postawie Jacindy, poza dość oczywistym ukłuciem zazdrości pomyślałam, że jednak może być inaczej.

Premier Nowej Zelandii jest najlepszym przykładem, że można rządzić nie z pozycji siły i agresji, ale empatycznie, ze zrozumieniem i niesamowitym olśniewającym uśmiechem.

Mam wielką nadzieję, że również w Polsce doczekamy się kiedyś swojej Jacindy 👌

I z tym pozytywnym akcentem zostawiam was ten piątek, 13-go 😊

Działalność gospodarcza na urlopie wychowawczym

Irena Pacholewska-Urgacz02 listopada 20204 komentarze

Mam sporo klientek, które prowadzą lub planują założenie działalności gospodarczej podczas przebywania na urlopie na urlopie wychowawczym. Niewątpliwym plusem tego rozwiązania jest możliwość przetestowania swojego pomysłu na biznes, mając cały czas (przynajmniej teoretycznie) możliwość powrotu do poprzedniej pracy.

Wiem, że sporo kobiet lubi mieć takie zaplecze. Czują się wtedy bezpieczniej i odważniej wchodzą w świat biznesu. I ja to rozumiem, bo pewnie, że trudniej jest rzucić wszystko i założyć firmę nie mając żadnego backupu. 

Jest natomiast kilka tematów, na które warto zwrócić uwagę zanim podejmiesz decyzje o własnej firmie na wychowawczym. Jeśli dotyczy cię ta sytuacja, to zapraszam dalej. 

Dzialalnosc gospodarcza kobiety na urlopie wychowawczym

Urlop wychowawczy

Na początku tylko przypomnę (bo wiem, że czasami te urlopy mogą się pomylić), że urlop wychowawczy to ten ostatni z urlopów przysługujących rodzicom w związku z urodzeniem dziecka.

Najbliżej porodu jest urlop macierzyński (więcej pisałam o nim tutaj), potem urlop rodzicielski (o możliwości pracy podczas tego urlopu pisałam tutaj), a na końcu urlop wychowawczy. 

Urlop wychowawczy – dla kogo 

Urlop wychowawczy przysługuje pracownikom który byli zatrudnieni co najmniej 6 miesięcy.

Maksymalna długość urlopu wychowawczego to 36 miesięcy. Trzeba go wykorzystać nie później niż do zakończenia roku kalendarzowego, w którym dziecko kończy 6 rok życia.

Działalność gospodarcza na urlopie
wychowawczym z punktu widzenia prawa pracy 

No skoro sporo osób prowadzi działalność na wychowawczym to pewnie znaczy, że można 😉 Ano można. A na jakich zasadach? 

Kodeks pracy mówi, że: 

w czasie urlopu wychowawczego pracownik ma prawo podjąć pracę zarobkową u dotychczasowego lub innego pracodawcy albo inną działalność, a także naukę lub szkolenie, jeżeli nie wyłącza to możliwości sprawowania osobistej opieki nad dzieckiem.

W razie ustalenia, że pracownik trwale zaprzestał sprawowania osobistej opieki nad dzieckiem, pracodawca wzywa pracownika do stawienia się do pracy w terminie przez siebie wskazanym, nie później jednak niż w ciągu 30 dni od dnia powzięcia takiej wiadomości i nie wcześniej niż po upływie 3 dni od dnia wezwania.

Jak zatem widzisz kodeks pracy wprost dopuszcza możliwość na urlopie wychowawczym. Nie ma również żadnych wątpliwości, że możesz w tym czasie prowadzić również działalność gospodarczą.

Warunkiem jednak jest to, że twoja działalność nie może wyłączyć możliwości sprawowania osobistej opieki nad dzieckiem. 

No i teraz pewnie zapytasz, co to znaczy trwałe
zaprzestanie sprawowania opieki nad dzieckiem 

Wiadomo, w kodeksie pracy wiele pojęć jest bardzo niejasnych. Doprecyzowują je wyroki Sądu Najwyższego, opinie profesorów i praktyków zajmujących się prawem pracy itd. No i zgodnie z tym uważa się, że na przykład oderwanie geograficzne od dziecka oznaczać będzie trwałe zaprzestanie sprawowania osobistej opieki. 

Czyli nie możesz np. prowadzić firmy w Gdańsku, jeśli dziecko przebywa na przykład w Krakowie. 

Komentatorzy uważają również, że w czasie urlopu wychowawczego zasadniczo dopuszczalna jest praca w wymiarze do pół etatu. Jeśli zatem twój pracodawca stwierdziłby, że prowadzisz swoją firmę po 8 godzin dziennie i w konsekwencji uznał, że trwale zaprzestałaś sprawowania osobistej opieki nad dzieckiem, może cię wezwać do stawienia się w pracy we wskazanych powyżej terminach. 

W mojej praktyce dotąd nie spotkałam się z taką sytuacją, aby pracodawca uznał, że kobieta prowadząca działalność podczas urlopu wychowawczego zaprzestała sprawowania opieki i wezwał ją do stawienia się w pracy. 

Spotkałam się z tym natomiast w przypadku podjęcia pracy na etacie u konkurencji – ale tam sytuacja była bardzo skomplikowana, relacja pracodawcy z pracownicą była już wcześniej bardzo mocno napięta. Natomiast piszę o tym, ponieważ teoretycznie jest taka możliwość, i chcę żebyś o tym widziała.

Jeśli sytuacja z pracodawca jest trudna, macie „na pieńku” to nie można wykluczyć, że pracodawca może się zdenerwować, że zamiast wrócić do niego, prowadzisz własną firmę. 

No właśnie, ale co z konkurencją 

No bo przecież wydaje się, że kodeks pracy wspomina o jednym ograniczeniu co do działalności na wychowawczym, czyli o zaprzestaniu sprawowania opieki nad dzieckiem. Dlatego temat zakazu konkurencji wielu osobom umyka.

Ale przecież to nie znaczy, że pewne ogólne zasady przestają mieć zastosowanie. Pewnie, że czas urlopu wychowawczego to okres zawieszenie pewnych wzajemnych praw i obowiązków, no ale nie wszystkich. 

Dlatego pamiętaj proszę, że (zwłaszcza) jeśli…

… masz podpisaną umowę o zakazie konkurencji, to nie możesz prowadzić działalności konkurencyjnej wobec pracodawcy podczas urlopu wychowawczego. Zresztą nawet jeśli nie masz takiej umowy to pamiętaj, że zgodnie z kodeksem pracy masz obowiązek dbania o dobro swojego pracodawcy, i działalności konkurencyjnej podczas wychowawczego prowadzić po prostu nie możesz. 

Ustalenie, co w danym przypadku będzie działalnością konkurencyjną, to jedna z większych trudności w prawo pracy.

Łamiemy sobie nad tym głowy regularnie, zwłaszcza gdy umowa o zakazie konkurencji jest nieprecyzyjna (a prawde mówiąc jest to raczej standard). 

Dlatego dla własnego dobra i spokoju ducha, zanim podejmiesz decyzję o założeniu firmy i choćby podejrzewasz, że możesz być konkurencją dla swojego pracodawcy to sprawdź to dokładnie. 

Składki ZUS na urlopie wychowawczym 

Kolejna bardzo ważna kwestia. Zasadą jest, że pracownik będący na urlopie wychowawczym podlega z tego tytułu obowiązkowo składkom na ubezpieczenia emerytalno- rentowe i zdrowotne. Te składki opłaca za ciebie pracodawca, a finansowane są z budżetu państwa. Czyli jeśli jesteś na wychowawczym i nie prowadzisz działalności temat składek cię nie dotyczy, załatwia to za ciebie pracodawca. 

Natomiast inaczej będzie w przypadku, gdy w trakcie urlopu wychowawczego założysz działalność. W takiej sytuacji co do zasady będziesz podlegać składkom z działalności. Obowiązkowe będą dla ciebie składki na ubezpieczenia emerytalno-rentowe, wypadkowe, zdrowotne. Natomiast dobrowolnie będziesz mogła się zgłosić do ubezpieczenia chorobowego. 

Jeśli założysz firmę na wychowawczym to musisz dać znać pracodawcy, że zakładasz firmę, gdyż pracodawca w takiej sytuacji nie powinien już odprowadzać za ciebie składek do ZUS (będziesz je doprowadzać sama właśnie z tytułu działalności). 

No chyba, że na przykład skorzystasz z ulgi na start.

Składki preferencyjne i ulgi ZUS

Czy możliwe są składki preferencyjne i ulgi na ZUS w przypadku prowadzenia działalności na urlopie wychowawczym? Tak, jeżeli będziesz spełniać określone w przepisach warunki do skorzystania z nich. 

Co istotne, to w takiej sytuacji będziesz mieć możliwość skorzystania z tzw. ulgi na start, czyli możliwości opłacania przez pierwsze 6 miesięcy prowadzenia działalności wyłączeni składki zdrowotnej. W takim przypadku w tym czasie nadal podlegasz ubezpieczeniom emerytalno-rentowym z tytułu przebywania na urlopie wychowawczym. 

Pamiętaj jednak proszę, że ten artykuł nie jest poradą prawną i nie zawiera analizy twojego konkretnego przypadku.

Ponieważ kwestie składek do ZUS są szalenie istotne, bo od nich zależą twoje przyszłe uprawnienia do pobierania ewentualnych zasiłków, a w dalszej perspektywie renty lub emerytury, ja rekomenduję, aby zawsze, ale to zawsze, dokładnie skonsultować swoją konkretną z sytuację ze specjalistą (to może być np. księgowa, prawnik, doradca podatkowy). 

***

Mam nadzieję, że ten wpis był dla ciebie pomocny. Jeżeli masz pytania odnośnie swojej sytuacji w pracy to zapraszam cię na indywidualną konsultację.

A ja jak zawsze życzę ci powodzenia na twojej drodze zawodowej!

Irena Pacholewska-Urgacz 

Zdjęcie w treści: Paige Cody on Unsplash

Tata przejmuje stery, czyli opieka nad dziećmi dla ojców

Irena Pacholewska-Urgacz26 października 2020Komentarze (0)

Jako społeczeństwo chyba nadal jesteśmy przyzwyczajeni do tego, że to głównie matki opiekują się dziećmi. 

Ja jestem z pokolenia, w którym to mamy większości moich koleżanek zajmowały się domami, zaś ojcowie pracowali zawodowo. 

Widok ojca zajmującego się dzieckiem (a co dopiero kilkorgiem dzieci!) nadal budzi podziw i ogólny zachwyt. Kobietą jakoś w podobnych okolicznościach nikt nadmiernie się nie zachwyca ;-). Kiedy matka wyjeżdża z domu choćby na delegację czy weekend z koleżankami, dostaje mnóstwo pytań: „no ale kto został z dziećmi?!”. Gdy wyjeżdża ojciec, nikt go o nic nie pyta…

Ja i moje koleżanki nieraz tego doświadczyłyśmy, nie są to historie wyssane z palca. 

Co więcej, nawet nazwy takie jak urlop macierzyński, czy zasiłek macierzyński sugerują, że chodzi o matki. Że z urlopów na opiekę nad dziećmi mogą korzystać niemal wyłącznie kobiety. 

Tata na urlopie ojcowskim

Tymczasem nic bardziej mylnego

Abstrahując od stereotypów i społecznych uwarunkowań aktualnie obowiązujące przepisy umożliwiają ojcom skorzystanie z urlopów na opiekę nad dzieckiem naprawdę w bardzo szerokim zakresie. 

Inna sprawa, że pomimo liczba ojców opiekujących się dziećmi rośnie to jednak wciąż relatywnie mało tatusiów z niej korzysta.

Powodów jest na pewno bardzo wiele, ale być może jednym z nich jest bark wiedzy o takiej możliwości. Stąd ten wpis. Zapraszam cię do lektury. 

14 pierwszych tygodni tylko dla mamy

Jeśli rodzi się dziecko to jego rodzicom przysługuje w pierwszej kolejności urlop macierzyński. 

Urlop macierzyński najczęściej, czyli w razie urodzenia się jednego dziecka przy jednym porodzie trwa 20 tygodni. Przy ciążach wielorakich, w zależności od liczby dzieci – może trwać maksymalnie 37 tygodni. 

To pewne uproszenie, że urlop macierzyński przysługuj rodzicom, ponieważ to matka dziecka ma obowiązek wykorzystać co najmniej 14 tygodni urlopu macierzyńskiego po porodzie. Czyli tutaj faktycznie nie ma pola manewru (poza pewnymi wyjątkowymi sytuacjami takimi jak konieczność leczenia szpitalnego matki lub dziecka czy też porzucenie dziecka przez matkę bądź śmierci matki). 

Ta pierwsza część urlopu macierzyńskiego jest tylko dla mam. Wynika to z traktowania przez polskie prawo urlopu macierzyńskiego zarówno jako czasu opieki nad maluchem, ale też czasu, w którym mama musi dojść do siebie po porodzie. 

Tata może przejąć resztę macierzyńskiego 

Natomiast pozostałą część urlopu macierzyńskiego, czyli 6 tygodni może wykorzystać tata dziecka.

Więcej na ten temat możesz przeczytać w moim wcześniejszym artykule pt.: Urlop macierzyński  – przywilej czy przymus.

Urlop rodzicielski dla obojga rodziców 

Po urlopie macierzyńskim rodzicom przysługuj urlop rodzicielski w wymiarze do 32 tygodni. Jeśli przy jednym porodzie urodzi się więcej dzieci to urlop rodzicielski wydłuża się do 34 tygodni. 

Ten urlop może w całości wykorzystać jeden rodzic (i może to być tata ).

Inne opcje to podział urlopu pomiędzy rodziców lub skorzystanie z niego równocześnie przez oboje rodziców. 

Urlop rodzicielski możesz wykorzystać jednorazowo albo w częściach, nie później niż do zakończenia roku kalendarzowego, w którym dziecko kończy 6 rok życia.

Tylko dla ojców 

Przepisy przewidują dla ojców jeszcze jedno rozwiązanie i to tylko dla ojców! Urlop ojcowski. Przysługuje on w wymiarze do 2 tygodni.

Tata musi go wykorzystać do czasu ukończenia przez dziecko 24 miesiąca życia, w przeciwnym wypadku urlop przepada. 

I jeszcze wychowawczy 

No i jest jeszcze urlop wychowawczy. Przysługuje on każdemu pracownikowi (w tym oczywiście również ojcom) zatrudnionemu co najmniej 6 miesięcy.

Maksymalna długość urlopu wychowawczego to 36 miesięcy, przy czym jeden miesiąc musi zostać wykorzystany przez drugiego rodzica (inaczej przepada). Rodzice mogą podzielić urlop między siebie lub skorzystać z niego równocześnie. 

Urlop wychowawczy trzeba wykorzystać nie później niż do zakończenia roku kalendarzowego, w którym dziecko kończy 6 rok życia.

Warto podkreślić, że jeśli tatusiowie korzystają z powyższych urlopów to przysługują im prawa analogiczne jak mamom, czyli między innymi ochrona przed zwolnieniem z pracy. 

***

Jak widzisz, poza pierwszymi 14 tygodniami, tatusiowie mają całkiem sporo możliwości, jeśli chodzi o opiekę nad dzieckiem. ☺ 

Mam nadzieję, że bedą z nich coraz liczniej korzystali.

Jeśli chcesz przeczytać więcej na temat urlopów dla ojców i być może przyszłych zmian w prawie, bez których moim zdaniem się nie obejdzie, aby zrównać sytuację matek i ojców zajrzyj TUTAJ.

***

Mam nadzieję, że ten wpis był dla ciebie pomocny. Jeżeli masz pytania odnośnie swojej sytuacji w pracy to zapraszam cię na indywidualną konsultację.

A ja jak zawsze życzę ci powodzenia na twojej drodze zawodowej!

Irena

Czego nauczyło mnie prowadzenie własnej firmy

Irena Pacholewska-Urgacz19 października 2020Komentarze (0)

Czego nauczylo mnie prowadzenie wlasnej firmy - Irena Pacholewska-UrgaczCzyli 7 moich lekcji z prowadzenia własnej działalności

Kilka tygodni temu napisałam artykuł (przeczytasz go tutaj) o tym, na co warto według mnie zwrócić uwagę, jeśli zakładasz firmę po pracy na etacie.

Dostałam potem sporo pytań o moje własne doświadczenia w tym temacie. Czy moim zdaniem było warto? Czy jestem zadowolona z tamtej decyzji? Czy po raz drugi podjęłabym taką samą decyzję? No i przede wszystkim CZEGO SIĘ NAUCZYŁAM? 

Pomyślałam, że wobec tego podzielę się moimi własnymi doświadczeniami w tym zakresie. Sama wręcz uwielbiam czytać lub słuchać o doświadczeniach innych kobiet z prowadzeniem biznesu, bardzo mnie to inspiruje.

No to do dzieła!

Czego nauczyło mnie prowadzenie własnej firmy. Czyli 7 moich lekcji z prowadzenia własnej działalności. 

Nigdy nie mam wszystkiego odhaczonego
na liście „to do” 

Uwielbiam robić listy „to do”, planować, rozpisywać zadania. Z jednej strony jest to fajne i pożyteczne, bo mniej więcej wiem, w którym kierunku zmierzam.

Tylko, że przy prowadzeniu firmy nigdy nie jest tak, że ta lista się kończy. Skreślam jedną rzecz, a już pojawia się pięć kolejnych. I nigdy nie ma wystarczająco dużo czasu, żeby zrobić wszystko, co potrzebne. Cały czas trzeba decydować o tym, co jest najważniejsze. 

To było dla mnie bardzo frustrujące, bo lubię mieć poczucie, że zrobiłam to, co zaplanowałam. Więc początki prowadzenia własnej firmy to dla mnie ciągłe poczucie zaległości, siedzenie po nocach (bo próbowałam nadgonić) i zmęczenie. 

Teraz już się przyzwyczaiłam, że nigdy nie będę mieć na wszystko czasu. Niektóre rzeczy same się dezaktualizują (i dobrze ;-)).

Nie jest to jeszcze dla mnie super łatwe, ale już mogę z tym żyć. I iść spać, zamiast zarywać kolejną noc. 

Moja firma jest moja ☺ 

Ten punkt łączy się z pierwszym. Kolejna rzecz, której nauczyłam się prowadząc własną firmę, to, że to moja firma i to ja decyduję. Taka zresztą była idea w ogóle założenia przez mnie własnej firmy – aby ustalić własne zasady, aby firma działała po mojemu.

Tymczasem początki wyglądały całkiem inaczej. 

Pomimo przyjętych założeń wcale nie pracowałam, tak jak chciałam. W zasadzie sama wsadziłam się do kołowrotka, z którego kilka miesięcy wcześniej wysiadłam.

Zgadzałam się na spotkania i konsultacje, kiedy mi to kompletnie nie pasowało, na przykład w wieczorami, w weekendy lub wczesnym rankiem. Odbierałam telefon, niemal zawsze wtedy, kiedy zadzwonił. Zajmowałam się sprawami, których nie lubię.

Porównywałam się z innymi osobami, które prowadzą własne firmy i miałam poczucie, że ja też muszę działać tak jak oni (pomimo, że ich styl życia i pracy w ogóle nie był tym, do czego ja dążę w życiu). 

Oczywiście nie mówię, że teraz zawsze wszystko jest już tip top po mojemu. To jest proces (który pewnie nigdy się nie kończy). Ale „im dalej w las”, tym bardziej działam na swoich zasadach. Jestem bardziej asertywna.

Wiem czym lubię i chcę się zajmować, jaki jest mój klient idealny, w jaki sposób pracuję itd.

Czasami ceną za to jest utrata jakiegoś zlecenia. Ale zaakceptowałam to, że mój sposób pracy nie będzie wszystkim odpowiadał. Nie jestem dla wszystkich klientów, po prostu.

Nie mam też potrzeby porównywać się z innymi przedsiębiorcami. Wiem, że każdy jest w innej sytuacji, w innym momencie życia, ma inne wartości i priorytety życiowe. Więc działam po swojemu. 

Uczę się, kiedy czegoś konkretnego potrzebuję 

Och to jest bardzo ważny dla mnie punkt. Kiedy zaczynałam prowadzić własną firmę korzystałam z bardzo, ale to bardzo wielu szkoleń, indywidualnych konsultacji, kursów itd. Wydawało mi się, że absolutnie wszystko jest mi potrzebne.

Efekt był taki, że po pierwsze nie nadążałam z wdrażaniem wszystkiego w życie (a części nawet nie dawało się wdrożyć, bo było to kompletnie niedopasowane do profilu mojej firmy), wydawałam mnóstwo pieniędzy, na coś co było mi kompletnie niepotrzebne i tylko się frustrowałam, że mam coraz więcej obowiązków (bo dochodziły jeszcze te związane z przerabianiem rozlicznych kursów ;-)). 

Teraz staram się działać trochę inaczej.

Dopiero jeśli widzę, że naprawdę potrzebuję się czegoś konkretnego dowiedzieć, to wówczas szukam adekwatnego szkolenia, materiałów itd.

Musiałam też odejść od przyzwyczajeń wzorowej uczennicy tzn., że grunt to mieć dobre notatki i porządnie się nauczyć. I zamiast suchych notatek staram się od razu wypisywać, jak to zrealizować u siebie w praktyce. 

No i zdecydowanie bardziej weryfikuję osoby od których zamierzam się czegoś nauczyć. Patrzę na ich rezultaty 😉 i sprawdzam, czy to może mieć zastosowanie u mnie. Czy to pasuje do mnie i do sposobu w jaki ja chcę działać biznesowo. 

Nie da się łapać kilku srok za ogon 

Jestem z tych, które chciałaby od razu wszystko, najlepiej na raz. Mam mnóstwo pomysłów. Łatwo się zaplam do działania. Ale potem mam problem z realizacją, bo za dużo wkładam sobie na głowę. 

Prowadzenie własnej firmy nauczyło mnie, że to tak nie działa. Nie da się robić wszystkiego na raz, bo wszystko będzie po łebkach. Lepiej skupiać się na kolejnych krokach, skończyć jedno, zacząć kolejne.

To dla mnie niełatwe wyzwanie. Wciąż się tego uczę i staram się hamować swoje zapędy.

Założyłam nawet specjalny notes, w którym notuję te wszystkie pomysły, plany i marzenia. Kiedy są spisane i spokojnie czekają na swoją kolej, ja też jestem spokojniejsza.  I zamiast rozmyślać, czego nie dałam rady zrealizować, skupiam się na tym, co jest aktualnie możliwe do zrobienia. 

Firma jest po to, aby zarabiała 

Wiem z rozmów z wami, że sporo kobiet za nisko wycenia swoja pracę. Ja sama na początku prowadzenia własnej firmy miałam olbrzymi problem z dobrym wycenianiem swoich usług, a nierzadko w ogóle z braniem pieniędzy za swoją pracę! Czułam się zobowiązana pomagać, pomagać i jeszcze raz pomagać.

Potrafiłam w ramach jednorazowej porady, doradzać komuś przez następne pół roku (bo głupio mi było powiedzieć, że dalsze usługi są już osobno płatne). Głupio mi było przypomnieć o płatności zaległej faktury (zwłaszcza znajomym…). Nieterminowe płatności to prawdziwa zmora chyba każdego przedsiębiorcy. 

Efekt był taki, że harowałam ponad siły, a efekty finansowe – cóż rzec – były dość mizerne. 

Pamiętam natomiast, że kiedyś wysłuchałam podcastu Oli Budzyńskiej na temat negocjowania swoich stawek i wyceniania swojej pracy. Ten podcast o to co powiedział Ola diametralnie zmieniło moje podejście do wyceniania swoich usług! W ogóle do mówienia o pieniądzach, do negocjowania stawek, do przypominania o płatnościach itd. 

I znowu, nadal to nie jest bułka z masłem, ale już akceptuję to, że cena moich usług i sposoby rozliczenia nie wszystkim odpowiadają.

Jestem specjalistką w swojej dziedzinie i tak wyceniam swoją pracę. Otwarcie mówię o tym, ile kosztuje moja pomoc. I nie współpracuję już z firmami, które notorycznie zalegają z płatnościami. 

Myślę, że dopóki są klienci, którzy chcą ze mną pracować i którzy chcą mi za moją pracę zapłacić, to znaczy, że to jest ok ☺ 

Nie wszystko złoto, co się świeci 

Powyżej napisałam już o porównywaniu się. Ale poświęcę temu osobny punkt, w kontekście finansów firmy.

Przez te 2 lata prowadzenia Law First nauczyłam się, że nie wszystkie firmy, które wyglądają na bardzo dochodowe, faktycznie zarabiają. Osoby, które mają wielkie zasięgi w mediach społecznościowych, nie zawsze mają takie same sukcesy, jeśli chodzi o finanse.

Lajki nie zawsze świadczą o zarobkach.

Byłam nie raz bardzo zdziwiona, że firmy, które obserwuję i podziwiam w rzeczywistości ledwo przędą i nie mają nawet na ZUS, nie mówiąc o przysłowiowych wacikach, a co dopiero bezpieczeństwie finansowym.

Dlatego teraz już nie zajmuję się myśleniem, jak inni mają super. Robię swoje i koncentruję się na swojej działalności, i tym, aby i ona była dochodowa.

Czasami warto zmienić obrany szlak 

Last but not least. A w zasadzie chyba najważniejsze. Gdy zaczynałam prowadzić Law First miałam jakąś wizję, tego co będę robić.

I o ile jestem pewna, że zdecydowanie warto być wierną swoim ideałom i prowadzić firmę zgodnie ze swoimi wartościami, priorytetami życiowymi itd. to jednak moim zdaniem czasem trzeba dać sobie prawo do odpuszczenia i pewnej zmiany kierunku.

Kiedy?

Na przykład, gdy okazuje się, że to co robimy nas nie satysfakcjonuje. Albo nie ma na nasze usługi lub produkty klientów, bo potrzeby rynku są inne. Albo kiedy pojawia się jakaś okazja do działania w trochę innym kierunku. 

Przez te dwa lata zmieniałam się ja, zmienia się moja firma, zmieniają się moje klientki. I ja za tym podążam. Czym to wszystko się skończy?

Dziś tego nie wiem. Wszystko jest możliwe. I to jest chyba jedna z najfajniejszych rzeczy w prowadzeniu własnej firmy. 

Mam nadzieję, że ten wpis był dla ciebie pomocny. Jeżeli masz pytania odnośnie swojej sytuacji w pracy to zapraszam cię na indywidualną konsultację.

A ja jak zawsze życzę ci powodzenia na twojej drodze zawodowej!

Irena

Fot. Moje – Olga Gajocha, notatnik na pomysły – ja ☺ 

Niedawno na blogu mogłaś przeczytać o tym, na co warto zwrócić uwagę, jeśli zakładasz własną firmę, w sytuacji, gdy wcześniej pracowałaś na etacie. Dla mnie była to kolosalna zmiana… Ciekawa jestem jakie ty masz o tym zdanie? Czy patrzysz na to jak na radykalną zmianę, czy dla Ciebie to bułka z masłem 😉 

Kolejna sprawa, która według mnie zdecydowanie różni pracę na etacie od prowadzenia własnej firmy to …. chorowanie. 

Ponieważ jest to temat, który w zasadzie non stop przewija się w pytaniach moich klientek i klientów, dziś kilka słów właśnie na temat – potocznie zwanego – chorobowego na działalności.

Przedsiębiorca na chorobowym. Czyli co wolno, a czego ci nie wolno robić, jeśli prowadzisz własną firmę i chorujesz. 

Chorobowe na dzialanosci gospodarczej - pan przyjmujacy szczepionkę

Zasiłek chorobowy tylko, jeśli płacisz składki 

Jeśli prowadzisz własną firmę i zachorujesz, to zasiłek chorobowy dostaniesz tylko wtedy, gdy opłacałaś składki na ubezpieczenie chorobowe. Nie są one obowiązkowe, wybór należy do ciebie.

Jeśli nie opłacałaś składek na ubezpieczenie chorobowe to po prostu w ogóle nie będziesz mieć prawa do zasiłku chorobowego. 

Wykonywanie działalności w czasie
pobierania zasiłku chorobowego 

Załóżmy jednak, że składki opłacałaś. Jesteś chora i myślisz o tym, aby skorzystać z zasiłku chorobowego. Jeśli jednak prowadzisz jednoosobową działalność gospodarczą, to musisz dobrze przemyśleć, czy ci się to w ogóle opłaca. 

Dlaczego?

Ponieważ pobierając zasiłek chorobowy nie możesz wykonywać swojej działalności. 

Bardzo często o to pytacie. Przecież w dzisiejszych czasach wiele można załatwić przez Internet, nawet leżąc w łóżku. Tymczasem stanowisko ZUS jest dość jednoznaczne. 

Co zatem możesz robić jako
chory przedsiębiorca

Nie mam tutaj dobrych wieści. Możesz robić bardzo, bardzo niewiele. 

Zgodnie z art. 17 ust. 1 ustawy o świadczeniach pieniężnych z ubezpieczenia społecznego w razie choroby i macierzyństwa (tzw. ustawy zasiłkowej): 

Ubezpieczony wykonujący w okresie orzeczonej niezdolności do pracy pracę zarobkową lub wykorzystujący zwolnienie od pracy w sposób niezgodny z celem tego zwolnienia traci prawo do zasiłku chorobowego za cały okres tego zwolnienia.

Problemy przedsiębiorców biorą się z bardzo szerokiego rozumienia pojęcia praca zarobkowa. 

Taka pracą, która spowoduje utratę prawa do zasiłku, są przede wszystkim czynności wykonywane przez ciebie osobiście w ramach prowadzonej działalności. Czyli robienie tego, co obejmuje po prostu zakres działalności twojej firmy. 

Jeśli jesteś fotografem będzie to między innymi robienie sesji zdjęciowych. Jeśli jesteś fryzjerką to obcinanie i farbowanie klientów. Jeśli działasz w Internecie – będą to wszystkie czynności Internetowe np. prowadzenie webinariów, publikacje na blogu, publikacje w social mediach itd. 

Ale uwaga, to nie wszystko! 

Za pracę zarobkową uważa się nie tylko samo wykonywanie przez ciebie twojej pracy, ale też czynności związane z prowadzeniem przez ciebie firmy.

To z kolei obejmuje obsługę klientów, zamawianie materiałów, wydawanie towarów, zarządzanie pracownikami (jeśli ich masz) i tak dalej …

Jedyny wyjątek to pewne czynności formalne, które są niezbędne do przetrwania firmy. Na przykład podpisanie faktur – ale już nie ich przygotowanie! 

Co, jeśli pracujesz w firmie podczas choroby? 

Jeśli ZUS skontroluje cię i w wyniku takiej kontroli stwierdzi, że wykonujesz pracę zarobkową to pozbawi cię prawa do zasiłku za cały okres kontrolowanego zwolnienia. W takiej sytuacji ZUS wydaje decyzję w braku prawa do zasiłku chorobowego. 

Co ważne, decyzja będzie dotyczyć całego okresu danego zwolnienia lekarskiego. Nawet jeśli stwierdzi wykonywanie przez ciebie pracy tylko jednego, na przykład, ostatniego dnia zwolnienia … Nie ma tu litości. 

Dla ZUS nie ma przy tym żadnego znaczenia czy wykonywanie przez ciebie pracy mogło wpłynąć na twój stan zdrowia czy nie. 

Od decyzji ZUS przysługuje ci prawo odwołania do sądu. 

Co z tym fantem zrobić? 

Jeżeli chorobowe na działalności właśnie Ciebie dotyczy to… no cóż, nie masz wielkiego pola manewru. Jeśli nie chcesz rezygnować z pobierania zasiłku chorobowego, to w zasadzie musisz powierzyć prowadzenie firmy na czas swojej choroby komuś innemu. 

Mam nadzieję, że ten wpis był dla ciebie pomocny. Jeżeli masz pytania odnośnie swojej sytuacji w pracy to zapraszam cię na indywidualną konsultację.

A ja jak zawsze życzę ci powodzenia na twojej drodze zawodowej!

Irena

Zdjęcie: National Cancer Institute on Unsplash